Po co mi intuicja i zasady w korporacjach

Autor: RAFAŁ HEMMERLING, Dyrektor Działu Marketingu w międzynarodowej korporacji w Rosji

Od programowania do zarządzania

Odkąd dostałem swój pierwszy wymarzony komputer, Commodore 64, byłem przekonany, że moja przyszłość zawodowa będzie związana z komputerami. Od samego początku pisałem własne programy, w tym też kierunku wybrałem liceum – klasę o rozszerzonym programie informatyki. Wtedy dostałem swojego pierwszego peceta i na dobre zacząłem programować.

Takie również miały być studia. Dostałem się na wymarzoną Politechnikę we Wrocławiu i… wybrałem Zarządzanie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

Dlaczego tak zrobiłem? Nie była to jedna z tych decyzji podjętych po analizie wszystkich aspektów i tego, jaki to będzie miało wpływ na moją karierę zawodową. Był to raczej impuls, który kazał mi zmienić kierunek w dość nieoczekiwanym momencie.

Teraz umiem lepiej słuchać siebie i ufać swojej intuicji, wtedy było to jednak dla mnie samego dość niezrozumiale i zaskakujące.  Mimo to zdecydowałem się pójść za moim wewnętrznym głosem i nie żałuję.

W zgodzie z wartościami i intuicją

Zaufanie do siebie i życie w zgodzie z własnymi wartościami, nawet gdy wydaje się to nieracjonalne lub nie do końca zrozumiałe, to jeden z głównych czynników wpływających na rozwój mojej kariery zawodowej. Wielokrotnie się o tym przekonywałem, szczególnie w trudnych sytuacjach, kiedy wybory, których musiałem dokonać, nie były jednoznacznie czarne lub białe.

Na trzecim roku studiów wybrałem specjalizację z Inwestycji Kapitałowych – tylko po to, aby po jednym semestrze odkryć, że z całą pewnością nie chcę pracować w sektorze finansowym. Jednakże to właśnie wybór tej specjalizacji umożliwił mi staż w lokalnej firmie konsultingowej, w której partnerem był profesor prowadzący mój kierunek studiów.

To był strzał w dziesiątkę. Różnorodne projekty, zróżnicowane branże, firmy prywatne i miejskie – to była prawdziwa szkoła praktycznego biznesu. Spotkałem tam wielu bardzo ciekawych i mądrych ludzi, a przede wszystkim mojego mentora, ówczesnego Dyrektora Działu Finansowego. To tam zrodził się we mnie pomysł na pracę w biznesie, w finansach zarządczych, wspierających podejmowanie decyzji.

W trakcie studiów dwa razy wziąłem udział w programie praktyk letnich w międzynarodowej korporacji i jeszcze przed ukończeniem studiów dostałem tam stałą pracę. Spotkałem w tej firmie wspaniałych szefów, z których wiedzy i doświadczenia mogłem czerpać garściami. Poznałem tam również przyjaciół, z którymi do tej pory utrzymuję kontakty.

Zaciekawiam się nawet gdy wszystko działa

Myślę, że ta firma ukształtowała mnie zawodowo. To tam nauczyłem się ciekawości i szukania nowych rozwiązań nawet wtedy, kiedy wszystko działa jak trzeba. Najważniejsi byli wspierający szefowie, ale istotna była również kultura firmy, która dużo inwestowała w rozwój pracowników. To dzięki tej firmie zdobyłem międzynarodowy certyfikat z finansów zarządczych CIMA, tam też awansowałem i po raz pierwszy zostałem managerem.

Nie wszyscy szefowie byli tacy, jakich bym sobie życzył. Jednak umiałem sobie radzić nawet z tymi, których nie ceniłem merytorycznie. Po prostu po jakimś czasie wiedziałem już co robić, umiałem sam wyznaczać sobie zadania, proponować rozwiązania i potem je wdrażać.

Najgorzej wspominam szefów, którzy kluczą zamiast mówić wprost bądź podejmują decyzje z niemerytorycznych powodów. Sam jako szef staram się być wiarygodny, komunikować się wprost i otwarcie, choćby to było niewygodne czy ryzykowne.

Z tej firmy odszedłem dla pieniędzy. Chciałem zarabiać więcej, co u tego pracodawcy nie było wtedy możliwe.

I choć pieniądze były lepsze, to w nowej firmie nie dało się pracować. Najważniejsze były tam układy i polityka, a wiele osób, w tym szefowie najwyższego szczebla, gotowi byli na wszystko byle tylko ochronić swoje stanowisko. Odszedłem szybko, ale tym razem starannie wybrałem szefa, z którym chciałem pracować. I tak trafiłem do międzynarodowej korporacji, w której jestem już ponad 11 lat.

Szefie, chciałbym objąć Twoje stanowisko

Przez pierwszy rok w dziale finansów raportowałem jako Kontroler Finansowy do Prezesa. Byłem angażowany w najważniejsze projekty biznesowe, współpracowałem z innymi działami i centralą, miałem wpływ na podejmowanie najważniejszych decyzji. Doszedłem wtedy do wniosku, że finanse to już dla mnie zbyt mało, że chcę nie tylko wspierać podejmowanie decyzji, ale je podejmować. Gdy mój szef zaproponował mi stanowisko Dyrektora Finansowego – odmówiłem. Powiedziałem mu wprost, że mój cel się zmienił i chciałbym… objąć jego stanowisko.

Od samego początku dostałem od szefa dużo wsparcia. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najwięcej zyskam przechodząc z działu wsparcia do działu biznesowego. Nasz wybór padł na dział sprzedaży. Była to chyba jedna z najważniejszych i najbardziej ryzykownych decyzji w mojej karierze. Nie dość, ze przechodziłem do zupełnie innego działu, to jeszcze zostałem w pewnym sensie zdegradowany. Nie raportowałem już do Prezesa, w nowej roli dzieliły mnie od niego dwa poziomy zarządzania. Był to jeden z niewielu takich ruchów między funkcjami w naszej firmie, długo potem stawiany za przykład.

Przez kolejne lata robiłem różne rzeczy w dziale sprzedaży i marketingu handlowego, a moja wiedza biznesowa cały czas rosła. W międzyczasie dostałem się na współfinansowane przez firmę studia MBA, w prestiżowej szkole IESE w Barcelonie. Łączenie bardzo intensywnych studiów z pracą nie było łatwe i wymagało wielu wyrzeczeń. Była to jednak potężna dawka wiedzy i rozwoju w międzynarodowym otoczeniu, przygoda, której nigdy nie zapomnę.

Zaraz po ukończeniu studiów MBA dostałem propozycję objęcia stanowiska Dyrektora Działu Planowania i Analiz, na którym po raz pierwszy zarządzałem całym działem biznesowym. Nie był to ruch w pełni zaplanowany, było w tym trochę szczęścia i przypadku, jednakże gdyby nie moje doświadczenia i studia, zapewne takiej możliwości bym nie dostał.

Po czterech latach przerwy znowu raportowałem do Prezesa, jednak już w zupełnie innym obszarze, a moje doświadczenie obejmowało już działy finansów, sprzedaży i marketingu handlowego.

Po roku, już nowy Prezes firmy, zaproponował mi, by do mojego zakresu obowiązków dołączyć cały Dział Sprzedaży. W nowej roli zacząłem zarządzać prawie czterystuosobowym zespołem.

Wszystko zaczyna się i kończy na ludziach

Od samego początku wiedziałem, że w tak dużej roli najważniejsi będą ludzie, z którymi będę pracować, szczególnie moi podwładni. Dlatego odmówiłem współpracy z jednym z nich, a gdy przyszło do wybrania następcy, wybrałem w sposób nieoczywisty, ale zgodny z moimi wartościami i intuicją.

Był to wybór wbrew opinii i preferencjom większości, w tym i mojego szefa, więc cała odpowiedzialność spadała na mnie. Jak się później okazało, był to jak dotąd najważniejszy wybór w moim życiu zawodowym. Od tego czasu w rekrutacji nigdy nie idę na kompromisy, nie wybieram kandydatów polecanych czy preferowanych, nawet jeśli jest to politycznie niepoprawne. Wybieram takich ludzi, z którymi chcę pracować i którym mogę ufać.

Po trzech latach odszedłem z działu sprzedaży – aby zostać szefem marketingu. Było to wyzwanie, ale i ogromna przyjemność. Bliżej poznałem i zacząłem cenić ludzi, którzy z perspektywy działu sprzedaży wydawali mi się inni niż byli w rzeczywistości. Jako szef marketingu miałem największy wpływ na strategię firmy, byłem bardziej widoczny międzynarodowo i zostałem dostrzeżony w centrali.

W tym czasie zdecydowałem się na coaching. Chciałem sobie poukładać w głowie moje priorytety, określić co chcę dalej robić w życiu zawodowym. Chciałem też być jeszcze lepszym szefem i współpracownikiem. Dzięki temu, gdy po dwóch latach przyszło nowe wyzwanie, byłem na nie gotowy.

Podążając własną drogą…

Od kilku miesięcy zarządzam działem marketingu największej firmy FMCG w Rosji. Tym razem wyzwanie było potrójne – nowy kraj, zupełnie nowi ludzie i zupełnie inny poziom wyzwań. Na razie przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości, poznaję ludzi i biznes. Jeszcze wiele muszę się nauczyć, ale już wielokrotnie udowodniłem sobie, że potrafię działać w zupełnie dla mnie nowych warunkach, więc sądzę, że i tym razem sobie poradzę.

Gdybym miał podsumować co miało największy wpływ na rozwój mojej kariery, to chyba zacząłbym od szefów, którzy we mnie inwestowali i nie bali się podejmować ryzykownych decyzji. Myślę, że mój niezaspokojony apetyt żeby robić coraz to nowe rzeczy i chęć podejmowania ryzyka też miały bardzo duże znaczenie.

Podążanie własną drogą, kierowanie się własnymi wartościami i ufanie swojej intuicji prowadziły mnie czasem do dość zaskakujących zwrotów, ale zawsze we właściwym kierunku. Wiele też nauczyłem się od ludzi, z którymi pracowałem – od szefów, współpracowników i od swoich zespołów.

No i odrobina szczęścia, bez której moja kariera mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Kto wie? 😊

PYTANIA I ODPOWIEDZI

– Czy mógłbyś się podzielić przykładem największej pomyłki jaką popełniłeś i czego to doświadczenie Cię nauczyło?

– Czy pamiętasz jakiś swój błąd i jakie z tego wyciągnąłeś wnioski?

RH – Patrząc wstecz nie wydaje mi się, żeby którakolwiek decyzja związana z rozwojem mojej kariery była błędem. Nawet wybór pracodawcy, od którego odszedłem, szybko pozwolił mi dowiedzieć się, co dla mnie jest ważne w pracy, co mogę, a czego nie chcę zaakceptować.

W pracy zawodowej oczywiście zdarzały się i nadal mi się zdarzają decyzje biznesowe, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, co nie znaczy, że te decyzje były złe. 

Moje pomyłki najczęściej dotyczyły obdarzania zaufaniem niewłaściwych ludzi tylko dlatego, że inni im ufali. Niestety prowadziło to czasami do sporych negatywnych konsekwencji, w tym i finansowych. Nie spowodowało to jednak, że przestałem ufać ludziom, stałem się jednak nieco bardziej ostrożny.

Zdarzyły mi się też pomyłki rekrutacyjne, szczególnie kiedy wybrałem w oparciu o tzw. “obiektywne” dane (czyli np. wyniki assessment center), wbrew własnej intuicji. Teraz patrzę na tego typu informacje jako wpierające podjęcie decyzji a nie jedyne źródło prawdy.

– Jakie są najtrudniejsze wyzwania pracy za zagranicą, szczególnie dla osoby, która osiągnęła wcześniej sukces w swoim kraju?

RH – Dla mnie największym wyzwaniem po 10 latach pracy w jednej firmie było zaakceptowanie, że na nowym rynku nie jestem ekspertem. Oczywiście w Polsce też ciągle pojawiały się nowe wyznawania, jednak zawsze mogłem odwołać się do swoich doświadczeń, pamiętałem o wielu wydarzeniach z historii firmy i branży. Łatwiej było mi znajdować powiązania i wyciągać wnioski.

Na nowym rynku tej historii nie znam, a i moje doświadczenia nie zawsze wytrzymują próbę w konfrontacji z inną rzeczywistością. Uczę się wiec jeszcze więcej słuchać, ale również oddzielać opinie od faktów, co nie zawsze jest proste. Na szczęście w nowej firmie pracuję z ludźmi, którym mogę ufać i którzy chętnie pomagają. To daje silne oparcie.

Doświadczam też pewnych różnic kulturowych. Zdarza mi się popełniać gafy, ale mimo wszystko te różnice nie są zbyt duże. Pewnie dzięki temu, że pracuję nadal w międzynarodowym otoczeniu, z ludźmi z wielu krajów, a kultura firmy nastawiona jest bardziej na współpracę niż wewnętrzny konflikt.

– Świetnie opisałeś pozytywne strony tego, że zmieniałeś specjalizacje i obejmowałeś nowe stanowiska, a czy Twoim zdaniem są jakieś wady / ryzyka takiej dywersyfikacji doświadczeń?

RH – Chyba ich nie widzę 😉 Według mnie dywersyfikacja doświadczeń poszerza horyzonty, pozwala spoglądać na te same aspekty prowadzenia biznesu z różnych stron, co pomaga podejmować bardziej wyważone decyzje.

Jako marketingowiec biorę pod uwagę biznesową sensowność projektów, potrafię ocenić, czy będą dostarczyć dodatkową sprzedaż i zysk. Zwracam uwagę na to, aby inicjatywy były wykonalne w terenie.

Wady? Każda zmiana wiąże się z ryzykiem, oczywiście może się nie udać, ale nie wydaje mi się, aby ryzyko dywersyfikacji było większe niż zmiana pracodawcy.

– Czy Twoim zdaniem można robić karierę pozostając całe życie specjalistą w jednej dziedzinie i jeśli tak, to na co trzeba zwracać szczególną uwagę ?

RH – Oczywiście, autorka tego bloga jest najlepszym przykładem 🙂 Najistotniejsze według mnie jest wybranie ścieżki, która jest zgodna z własnym potrzebami i podążanie nią pomimo trudności, które zawsze się pojawiają. Niestety nie umiem odpowiedzieć na pytanie na co zwracać uwagę przy wyborze takiej ścieżki, lepiej zapytać Mai 🙂

MK – Rafał mnie wywołał, to odpowiadam 😊

Jeśli chcesz zostać specjalistą w jednej dziedzinie, to szczególnie ważne jest (tak jak napisał Rafał) wybranie tej specjalizacji zgodnie z Twoimi zainteresowaniami i potrzebami. Szybko dopadnie Cię zmęczenie i frustracja, jeśli będziesz mieć przed sobą wizję robienia przez całe życie czegoś, co Cię nie fascynuje.

Druga istotna kwestia to określenie i wybór jak wąska ma być Twoja specjalizacja. Warto przy tej decyzji uwzględnić potrzeby rynku pracy, ale także własne preferencje. Jeśli np. lubisz różnorodność, to prawdopodobnie lepiej sprawdzi się  w Twoim przypadku szersza specjalizacja. Weźmy mnie za przykład: zajmowanie się HR-em i rozwojem innych jest na tyle szeroką specjalizacją, że z powodzeniem mogę realizować moją potrzebę różnorodności. Jeśli zaś lubisz znane środowisko i większe bezpieczeństwo, to zawężanie Twojej specjalizacji może być dla Ciebie atrakcyjne.

Dobrze jest mieć świadomość, że specjalizowanie się w jednej dziedzinie ma też pewne ograniczenia. Rafał zostając w finansach mógłby zostać świetnym dyrektorem finansowym czy nawet zarządzać działem finansów w regionie. Ale jeśli chce zostać prezesem, to musiał poznać także inne obszary. Dlatego zawsze zachęcam do określenia punktu docelowego Twojej kariery. Wtedy widać, czy specjalizowanie się doprowadzi Cię do tego celu, czy jednak warto poznać inne obszary, by dojść tam, gdzie chcesz.

– Czy rozważałeś pracę na swoim, a jeśli tak, to czemu zostałeś w korporacji?

RH – Tak, rozważałem. Czasem ten pomysł powraca w rozmowie ze znajomymi i przyjaciółmi. Praca w tej korporacji, w której pracuję daje mi satysfakcję, zaspokaja moją potrzebę rozwoju i wpływania na rzeczywistość, daje mi poczucie spełnienia.

Czy jest to życie w strefie komfortu? Być może, dlatego też, żeby nie było zbyt wygodnie, zmieniam co jakiś czas to, czym się zajmuję, właśnie po to, aby nie popaść w rutynę.

Mam znajomych i przyjaciół, którzy prowadzą własne biznesy. Szanuję ich wybory bo wiem, że jest to trudne i wymagające zajęcie.

Zobacz inne teksty z serii “Kariera po swojemu” >>TUTAJ<<