Historia Klienta coachingu pisana na cztery ręce – Marka Hoffmana i moje

Chcę coś zmienić w moim życiu zawodowym

Gdy zaczynaliśmy coaching, Marek zastanawiał się, co chce dalej robić zawodowo. Właśnie zakończył etatową pracę u jednego z pracodawców i zastanawiał się, czym teraz się zająć. Szukał pomysłu na siebie. Wiedział, że chce coś zmienić, inaczej pracować, ale nie miał sprecyzowanej wizji, co i jak dokładnie chce robić.

Brał pod uwagę zarówno dalszą pracę na etacie, jak i rozkręcenie własnego biznesu. Był w rozterce. Zależało mu, by robić coś, co będzie sprawiało mu radość. Jednak nie był pewien, na ile jest to możliwe. W głowie miał chaos i dużo niepewności, co warto dalej robić.

———

Kiedy życie po raz kolejny zaproponowało mi zwrot akcji, najpierw poczułem wielką ulgę. Ufff wreszcie zakończyłem obecną pracę. Ktoś pomógł mi zrobić to, co sam już dawno czułem, że chcę zrobić. Ciężar spadającego kamienia z serca słychać było pewnie w niemałej odległości.

Z tyłu głowy jednak czaiło się pytanie, do którego na początku trudno się przyznać – co teraz? Wszystkie mądre książki, idee, o których marzyłem, czas wprowadzić w realne życie. O ileż łatwiej było tylko o tym myśleć, planować i czytać o przełamywaniu barier przez innych ludzi.

Też mógłbym mieć w końcu pracę swoich marzeń. Właśnie mógłbym… dobre słowo na usprawiedliwienie tego, dlaczego tego się nie da zrobić, w tych warunkach, w tej sytuacji, w tym wieku.

Czy ten coaching w ogóle ma sens?

Marek zaczynając coaching nie miał do niego stuprocentowego przekonania. Balansował od przekonania że „coach za niego wszystko załatwi” do niewiary w efekty spotkań. Postanowił jednak zaufać i otworzyć się na nowe.

———

Zawsze w trudnych chwilach moje wewnętrzne ja pomaga mi stawiając na drodze osoby, które będą dla mnie przewodnikami w nadchodzącym czasie, choćby tylko po to, żeby nie dać się własnemu wewnętrznemu krytykowi.

A więc coach – postanowione.  I takie modne, i z duchem czasu. A do tego załatwi za mnie moje problemy. Tylko jak go znaleźć? Internet oczywiście zarzucił mnie mnóstwem propozycji ludzi z różnymi tytułami (niewiele mi mówiącymi tak przy okazji) oraz szeregiem porad jak szukać coacha.

Po kilku dniach dywagacji i rozmyślań stwierdziłem, że to mnie chyba przerasta. Może coaching nie jest dla mnie? I w ogóle co ja wymyślam zamiast wziąć się do konkretnej pracy.

Odpuściłem, lekko  przyglądałem się tematowi z pewnej odległości, bez emocji, aż w końcu możliwość coachingu sama do mnie przyszła 🙂 („samo przyszło” to moje ulubione powiedzenie, jak się okazało podczas późniejszych sesji).

No dobrze, nie do końca samo przyszło. Najpierw trzeba było się odważyć, wychylić głowę i odpowiedzieć na pojawiającą się możliwość. A co najważniejsze zaufać, że po drugiej stronie pojawia się fajny, uczciwy człowiek mający dobre intencje.

W poszukiwaniu tego, co najważniejsze

Marek na coachingu chciał określić, co chce robić zawodowo. Chciał też zrobić choćby jeden realny, namacalny pierwszy krok w tę stronę. Był gotowy ruszać do działania, ale nie wiedział, w którą stronę ma iść.

Podczas procesu coachingowego przyjrzał się sobie oraz różnym opcjom pracy zawodowej. Testował, wdrażał, sprawdzał, wsłuchiwał się w swoje potrzeby i wartości.

Przyglądał się swoim oporom i je przezwyciężał, zmagał się ze zniechęceniem i szukał nowych pokładów motywacji. Pozbywał się przekonań, które ograniczały jego myślenie i działania. Szukał siebie.

———

Kiedy przyszedł czas i sesje coachingowe stały się faktem, bardzo chciałem (pewnie nawet za bardzo), aby jasność w mojej głowie nastąpiła już od razu, natychmiast. Ostatecznie – żebym chociaż dokładnie wiedział, jaki KONKRETNIE BĘDZIE NASTĘPNY KROK.

A tu po pierwszej sesji owszem, było mnóstwo pomysłów, idei, inspiracji plus ból głowy, dokąd w ogóle iść. Bo wszystko nadal wydawało się odległe, jakby za szklaną zamgloną ścianą, nie do przejścia, nie do dosięgnięcia.

Wróciły wątpliwości: może takie zmiany to nie dla mnie? Może to zbyt ryzykowne? Może inni i owszem, ale czy ja potrafię?

Dążenie do celu kosztuje dużo wysiłku, niepewności, może też narażenia się na niezbyt przychylne uwagi. Za to gwarantuje… jedynie Niepewność. Dlatego co chwilę próbowałem pytać Boga, świat czy samego siebie (jakkolwiek to brzmi), czy aby nie zrezygnować?

Każdy kolejny krok stawiałem wtedy, kiedy byłem bliski rezygnacji. A wykonanie tego kroku nakręcało mnie na zrobienie jeszcze jednego i jeszcze jednego. Aż do czasu kiedy to wszystko znów wydawało się bez sensu lub trzeba było podjąć niby drobną, niewinną decyzję, która, jak się okazywało, uruchamiała lawinę zdarzeń.

Ten trud się opłaca, gdy idziesz po Twoje po swojemu

Punkt przełomowy coachingu nastąpił w momencie, gdy Marek uwierzył, że chce i może zarabiać na swojej największej pasji. Gdy zobaczył wizję siebie pracującego tak, jak naprawdę chce. Zapalił się do tego rozwiązania. Wiedział, że trafił w sedno swoich pragnień. Poczuł wewnętrzny spokój.

———

Nie, nie podejmowałem samych dobrych decyzji. Wielokrotnie wracałem do punktu wyjścia, korygowałem i szedłem dalej. Za każdym razem kiedy zaczynałem robić coś tylko po to, żeby dobrze to wyglądało i usprawiedliwiało moje działania, dziwnym trafem 😊 dostawałem od Mai pytanie: Czy Ty naprawdę o tym marzysz? Czy to właśnie chcesz robić? No cóż, wielokrotnie trzeba było się przyznać, że ta wizja jest prawie taka, jak chciałem… prawie…

Co oznaczało, że czas wrócić i próbować jeszcze raz. Zresztą prawie idealne szanse, które wymyśliłem podczas pierwszej sesji zaczynają same przychodzić i kusić np. uczestnictwem w rekrutacji na prawie wymarzone stanowisko… właśnie „prawie wymarzone”.

Teraz, gdy mam pełną świadomość, że jest to tylko „prawie”, mam odwagę zaryzykować i nie skorzystać. Idę dalej tam, gdzie naprawdę chcę.

Tylko znowu myślę sobie, no dobrze, ale jaki zrobić ten następny krok?

Super wtedy usłyszeć od Mai informację zwrotną: „zobacz, jak już jesteś daleko”.

I to prawda. Choć w międzyczasie mogło się okazać, że szedłeś nieco naokoło i wielokrotnie zmyliłeś drogę, to jednak bardzo wyraźnie widzisz, że jesteś bliżej celu, bliżej tego, czego chcesz, tego, co Ci w duszy gra.

Każdy następny krok to testowanie siebie, swojej odwagi, swoich marzeń. Ale warto, bo robisz tak niesamowite rzeczy, że sam się sobie dziwisz, że potrafisz, że to jednak jest możliwe. I czujesz radość i dumę z samego siebie.

A potem znowu zadajesz sobie pytanie: no dobrze, ale co teraz, jaki jest następny krok? I to jest ten moment, kiedy wyruszasz dalej. Po marzenia. Po to, co kochasz robić.

Co daje coaching?

Czy warto skorzystać z coachingu? Tak. Bardzo polecam. Zdecydowanie warto. Pomaga i daje nowe możliwości. Jest tylko jeden warunek – musisz to robić tylko dla siebie i po to, żeby rzeczywiście pójść do przodu. Udawanie przed samym sobą i marnowanie czyjegoś czasu nie ma sensu.

Dlaczego więc warto?

1. W trakcie procesu powstaje takie mnóstwo idei i możliwości, że nawet nie sposób byłoby je samemu sobie wyobrazić.

2. Dostajesz informację zwrotną tu i teraz . A tak naprawdę sam sobie jej udzielasz, co w sumie jest najtrudniejsze, bo musisz być ze sobą szczery.

3. To nie gra komputerowa czy analiza danych. Po drugiej stronie też jest człowiek, a to oznacza , że wychwytuje wszystkie Twoje nieścisłości czy niechęć do czegoś ze sposobu Twojej wypowiedzi, a nie z wypowiedzianego zdania.

Stwierdzenie „myślę, że to fajny pomysł” może mieć kompletnie różne znaczenia. Od „to jest do niczego”, przez „może spróbuję”, po „idę tam!” Wychwytywanie przez Maję emocji ukrytych za moimi słowami pomagało mi o wiele szybciej uświadamiać sobie, czy naprawdę czegoś chcę czy nie.

4. Co ważne, ktoś musi „pilnować bałaganu” , który masz w swojej głowie. I tu rola coacha jest nieoceniona . Pilnuje reguł, przypomina o kierunku, zadaje niewygodne pytania – tak, to też jest niezbędne.

5. Wsparcie nie jest przereklamowane. Detal, jedno zdanie czasem przesądzi o Twoim sukcesie, o tym, że się nie wycofasz tuż przed wykonaniem decydującego kroku.

Jakoś tak wychodzi, że w moim życiu zawsze dużo się dzieje. Pasje, którym poświęcam się na maksa, rodzina która jest dla mnie mega ważna, rozwijanie własnych kompetencji i umiejętności, a nasz czas jest przecież ograniczony.

A mimo to na początku każdej sesji coachingowej słyszałem od Mai, że dzwonię z dokładnością zegara satelitarnego. Nie, nie jestem osobą zbyt punktualną, mam elastyczne podejście do czasu. Więc dlaczego? Bo mi zależy. Bo otrzymuję extra wartość. Nie tylko podczas sesji, ale też po.

Lepiej strategicznie niż szybko

Są osoby, które mimo niezadowolenia ze swojego obecnego życia zawodowego, wolą pozostać tu, gdzie są. Obawiając się ryzyka wybierają kiepską lub niesatysfakcjonującą ich, ale za to znaną im rzeczywistość.

Są też osoby, które czują potrzebę zmian i stoją w blokach startowych, by zacząć działać. Już! Teraz! Natychmiast chcą zacząć coś robić! Tylko właściwie co?

Nie znajdując odpowiedzi stoją w miejscu i się frustrują lub ruszają w przypadkowym kierunku, co często kończy się rozczarowaniem, bo nie jest przemyślaną strategią.

Zatrzymanie się i przyjrzenie sobie, swoim potrzebom, aspiracjom czy wartościom jest bardzo istotne. Ten moment bywa frustrujący (przecież już chcę działać, a nie tylko myśleć!), ale bez odrobienia tej lekcji trudno jest z sukcesem iść dalej. Dlatego warto dać sobie chwilę czasu i nie poganiać się z wyborem celu, do którego chcemy zmierzać.

Nie chodzi o odwlekanie podjęcia decyzji (warto być czujnym, by nie wpaść w tę pułapkę). Chodzi o dogłębną analizę siebie i przyjrzenie się sobie w różnych opcjach – o zobaczenie, co tak naprawdę chcemy robić.

Czasem na coachingu słyszę od Klientów, że to trudny moment, że to zniechęcające, że wymaga pracy.

Tak – wymaga pracy, jeśli chcesz podjąć najlepszą dla siebie decyzję. Jeśli chcesz cieszyć się satysfakcją z pracy przez długi czas. Jeśli chcesz określić swoją długoterminową drogę zawodową, a nie tylko taką na chwilę. Jeśli chcesz odnieść sukces.

I – tak, to zabiera trochę czasu, tak – nie jest łatwe, tak – trochę się namęczysz na coachingu (i poza nim) i – tak – poczujesz prawdziwego energetycznego kopa, gdy odkryjesz, gdzie widzisz Twoje zawodowe miejsce na ziemi.

A wiedząc, gdzie dążysz o wiele łatwiej jest określić plan działania i najbardziej efektywną dla Ciebie drogę dojścia do celu. Drogę, która jest dostosowana do Twojego celu, ale i Twoich wartości.

A gdy jest plan to, jak mówią Klienci, „wreszcie można ruszyć i zacząć działać”.

Choć ja, gdy patrzę na Was z boku towarzysząc Wam w tej podróży i odkryciach, bardzo namacalnie widzę, że ruszyliście już dawno i że wykonaliście wiele ważnych i bardzo konkretnych kroków do przodu. Kroków, które wymagały odwagi oderwania się od oczekiwań świata, popatrzenia głęboko w siebie, znalezienia pomysłu na siebie i podjęcia wyzwania, by żyć zawodowo pełnią życia.

I wyraźnie widzę, a często i Wy to odkrywacie, że to była najtrudniejsza robota do zrobienia. Wcale nie to działanie, ale wyznaczenie właściwego kierunku działania. Bo potem szybciej lub wolniej, ale po prostu idziecie już do celu.

Marek Hoffman & Maja Klonowska

———

Trzymam za Marka bardzo mocno kciuki. Mam nadzieję, że Ty też. Jeśli chcesz zobaczyć, co jest pasją Marka i zajrzeć na jego świeżutki, zawodowy fanpage, który właśnie się rodzi, to kliknij >>TUTAJ<<.

 

Zapraszam do przeczytania innych tekstów o planowaniu ścieżki zawodowej (>>TUTAJ<<). A jeśli myślisz o awansie – zajrzyj >>TUTAJ<<.