Dwie Wenecje

Wenecja, Wenecja o wielu twarzach, różne twarze Wenecji, jaka jest Wenecja, rożne spojrzenia na Wenecję, wrażenia z Wenecji, Wenecja różnymi oczami, dwie Wenecje

Wenecja to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. Mogę tam ciągle wracać. Ma wszystko, czego potrzebuję: jest woda, wąskie, urocze uliczki, zaczarowane mini-mosty, nie ma samochodów – chodzi się na piechotę lub podróżuje wodą. Jest mało zieleni, którą lubię, ale też można ją dostrzec w małych, wewnętrznych ogrodach.

Nawet gwar Wenecji mi się podoba, chociaż zazwyczaj wolę odludne miejsca. Może to przez mieszankę różnych języków, które słychać wokoło. I przede wszystkich włoski, przebijający się przez wszystkie języki, który brzmi jak piękna, radosna muzyka. Tylko usiąść w knajpce nad kanałem lub przykucnąć na schodkach mostu, zamknąć oczy i wsłuchać się w ten wielojęzyczny szum przerywany częstym śmiechem…

Gdy jestem w Wenecji trudno mi przestać chodzić między domami. Schody, mostki, tunele, czasem tak wąskie uliczki, że trudno się minąć z drugą osobą. Piękna architektura domów, często nawet klamki czy kołatki przyciągają wzrok i zatrzymują na chwilę. Nie sposób przejść obojętnie obok piękna, które kryje to miasto. I nie mówię tu tylko o katedrach czy miejscach typowo do zwiedzania, a właściwie przede wszystkim mówię właśnie nie o tym.

Dla mnie urok Wenecji jest w spacerach, poznawaniu nowych zakamarków, zaglądaniu we wszystkie możliwe wnęki i ogródki. To różnorodność, w której romantyczne piękno przeplata się z normalnym życiem. Nierzadko zadzierając głowę do góry, idąc urokliwą uliczką można zobaczyć suszące się na sznurze pranie, czasem i bieliznę mieszkańców. 🙂

Tam odpoczywam, czuję się szczęśliwa, taka bardzo zatrzymana w „tu i teraz”, wsłuchana w muzykę miasta, kontemplująca każdą chwilę.

Niestety nie wracam do Wenecji tak często, jak bym chciała. Mój mąż nie podziela fascynacji tym miejscem. Mimo że nie trafiliśmy na moment problemu z aromatem kanałów (potrafię sobie wyobrazić, że wtedy lepiej tam nie jechać), miasto go nie przekonało.

Chodził ze mną po wszystkich możliwych zakątkach od rana do nocy, był przy mnie gdy chłonęłam i zachwycałam się miastem. Jednak zapytany o swoje wrażenia porównał Wenecję do zatłoczonego autobusu, w którym większość ludzi stoi. W jednej części pojazdu ktoś gada, ktoś inny pije, z drugiej strony jeszcze ktoś inny oddaje mocz, jest głośno, ciasno i duszno.

To zadziwiające, jak różnie można odbierać jedno miejsce razem po nim chodząc, widząc i słysząc pozornie to samo…

 

A  jak jest z Tobą? Jak Ci się zdarza doświadczać różnych punktów widzenia?

 

Zobacz także inne teksty.

>>TUTAJ<< znajdziesz szybką nawigację po blogu.