Jak rodzina może zmienić podejście do śmierci?

podejście do śmierci, jak się zmienia podejście do śmierci, kiedy się zmienia podejście do śmierci, Jak rodzina może zmienić podejście do śmierci, kto wpływa na podejście do śmierci, jak ewoluuje podejście do śmierci

Zrobić coś ciekawego pierwszy raz w życiu

Zanim pokochałam mojego męża (dla jasności – wtedy jeszcze nim nie był 😊), miałam hobby, które poza sprawianiem mi radości, dostarczało też dużo adrenaliny. Lubiłam robić różne rzeczy pierwszy raz w życiu (proszę bez skojarzeń😊). Czyli może trochę nietypowo, ale nie chodziło mi o nabywanie coraz większej sprawności w jakieś dziedzinie. Chciałam po prostu smakować różne rzeczy.

Szczególnie ciągnęło mnie do pomysłów związanych z wysokością. Mój lęk wysokości podwajał, a nawet potrajał przeżycia z takich eskapad – czułam, że balansuję na pograniczu życia i śmierci. Dzięki fascynacji wysokością m.in. miałam przyjemność lecieć na paralotni, doświadczyć lotu szybowcem czy balonem. Niektóre z tych moich pierwszych razów tak bardzo przypadły mi do gustu, że na nich nie poprzestałam. Tak było z nurkowaniem czy z windsurfingiem.

Czasem podejście do śmierci ewoluuje

Gdy zakochałam się w moim mężu, coś się zmieniło. Nawet zrezygnowałam z opłaconego już skoku na spadochronie (zamieniłam go na coś innego). Nagle przestałam potrzebować tak dużej ilości adrenaliny. Złagodniałam, uspokoiłam się.

Gdy pojawiły się dzieci zauważyłam, że moje podejście do śmierci zmieniło się jeszcze bardziej. To już nie tylko cudowna adrenalina testowania siebie i sprzętu czy umiejętności osoby, która gdzieś mnie zabiera. Robi się z tego poważna decyzja dotycząca mojej rodziny. Jak by się czuły dzieci, gdyby coś mi się stało..? I nagle zupełnie naturalnie chęć niebezpiecznego eksperymentowania i testowania zniknęła…

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że tak będzie, to bym mu nie uwierzyła. Myślałabym, że to poświęcenie (a tego nie lubię – uważam, że poświęcanie się przez jedną osobę dla drugiej negatywnie wpływa na ich relację). A jednak to nie poświęcenie. To zwykła (lub niezwykła😊) miłość i troska.

Nadal została z tego pewna skłonność do ryzyka, ale inaczej się objawia. Gdyby całkiem mi przeszło, pewnie nie odważyłabym się zrezygnować ze stałego etatu. 😊 Ale kto wie, może to właśnie dzięki wewnętrznemu uspokojeniu się, teraz dla przyjemności piszę tego bloga, zamiast skakać na bungee czy testować, jak głęboko dam radę zejść podczas nurkowania. 😊

 

A jakie jest Twoje podejście do śmierci i ryzykownych zachowań?

 

Chcesz przeczytać więcej tekstów? Zapraszam tutaj. Zawsze też możesz szybko je wyszukać w spisie treści w górnym menu w kategorii ŻYCIE – w poszukiwaniu siebie.